niedziela, 29 lipca 2012

"Wesele Figara" jest seksistowskie - "The Marriage of Figaro" is sexist /Gazeta Krakowska/

Rozmowa z Mariuszem Kwietniem, solistą nowojorskiej Metropolitan Opera, który w "Weselu Figara" w Operze Krakowskiej wykona arię Hrabiego Almavivy. Premiera dzieła odbędzie się w piątek.

Foto. Jan Zych

Po raz kolejny wystąpi Pan w Krakowie. Opera Krakowska jeszcze się Panu nie znudziła?
Oczywiście, że nie i to z bardzo prostej przyczyny. Kraków to moje miasto. Tu się urodziłem i wychowałem. Tu jest mój dom, dlatego lubię tu wracać i pracować.

Złożona partia Hrabiego Almavivy daje Panu szerokie możliwości do ukazania go jako człowieka z krwi i kości. Bohaterem targają skrajne emocje i zrobi on wszystko, by zaciągnąć do łóżka Zuzannę. Ale spytam tak po ludzku: czy Hrabia ją w ogóle kocha?
Absolutnie nie. Myślę, że Hrabia nie kocha de facto nikogo. Nie kocha też swojej żony, o czym świadczy ogromna ilość panien, z którymi spotyka się "na boku". Zuzanna jest jedynie pretekstem, wykorzystanym przez Hrabiego do walki, którą toczy ze swoim służącym - Figarem.

Będziemy więc świadkami typowo męskiego pojedynku?
Tak. To walka o dominację między panem a sługą. Bo Hrabia tak naprawdę nie myśli o tym, by zdobyć uczucia Zuzanny, którą z kolei pragnie poślubić Figaro. On chce ją jedynie, mówiąc kolokwialnie, zaliczyć. Nie ma więc w ich relacji miejsca na miłość. Dlatego też tak łatwo przychodzi Hrabiemu, w finale opery, zrezygnowanie z Zuzanny. Tak samo łatwo, jak powiedzenie słowa "przepraszam", które skieruje do swojej żony. Hrabia wie bowiem doskonale, że jutro czy pojutrze i tak wznowi swoje podboje.

Czy myśli Pan, że z takim nastawieniem do życia Hrabia odnalazłby się w naszym świecie?

Oczywiście. Byłby doskonałym szefem w jakiejś firmie, gdzie też nadużywałby władzy nad swoim podwładnym. Nie tylko w stosunku do niego samego, ale także do jego partnerki, na którą patrzyłby jak na swoją własność. To bardzo prosty mechanizm międzyludzkich relacji, który odbija się doskonale w "Weselu Figara". Wielu twórców nie potrafi go jednak właściwie ukazać. Podchodzą do problemu zbyt ambicjonalnie. Ja wybrałem inną drogę. Będę starał się pokazać zazdrość Hrabiego w sposób niezwykle intensywny, ale też i prymitywnie prosty.Tak właśnie zachowuje się mężczyzna, któremu się odmawia. Zadaje on sobie pytanie: "Jak to? Ja nie zdobędę tej kobiety?". I od razu odpowiada: "Oczywiście, że ją zdobędę!". I robi wszystko, by tak się stało.

Hrabiego i Figara różni społeczne pochodzenie. Czy ma ono znaczenie, kiedy obaj walczą o dominację?
Nie. Wtedy różnice klasowe zacierają się. Widzimy jedynie dwóch facetów, którzy niczym koguty, zaciekle ze sobą walczą. Wiele emocji budzi też w "Weselu Figara" problem przedmiotowego traktowania kobiet. Myślę, że może to wywołać falę oburzenia wśród krakowskich melomanek... Może się tak zdarzyć. Ale w "Weselu Figara" to kobiety są niestety same sobie winne. Hrabina jest ciągle znużona i zmęczona życiem. Nie robi nic prócz grania na gitarze i przebierania się. Jest nudna i bezbarwna, dlatego nie stanowi dla Hrabiego, który uwielbia wyzwania, atrakcyjnej partnerki. Nie ma się więc czemu dziwić, że bohater postanawia zdobyć młodszą Zuzannę. Ta z kolei jest zajęta Figarem i służeniem swojej pani, i nie ma nic interesującego do powiedzenia. Te dwie kobiety stoją więc w cieniu mężczyzn, których konflikt zostaje wyciągnięty w dziele na pierwszy plan. "Wesele Figara" jest więc operą seksistowską i męską. Przeznaczoną dla facetów i o facetach. Napisali ją w końcu dwaj mężczyźni, zawierając w utworze własne spojrzenie na świat i międzyludzkie relacje.

Nie pierwszy raz wykonuje Pan partię bezwzględnego uwodziciela. Ale idę o zakład, że i w tym przypadku, zdobędzie Pan - jako solista - serca melomanek. Jak Pan to robi?

Myślę, że posiadam szczególny dar. Kiedy wykonuję na scenie partie łotrów, kompletnie nie zależy mi na tym, by zdobyć sympatię publiczności. Izoluję się od tego co robię, ale nie w sensie emocjonalnym. Moja głowa działa na chłodno, ale serce jest zawsze gorące. Nigdy też nie oszukuję słuchaczy i widzów. Charaktery, które kreuję na scenie, są nasycone moją prawdą i każde słowo, które wypowiadam, wypływa z głębi mojego serca, które puszczam na żywioł. Nawet jeżeli gram łotrów, kobiety wyczuwają, że są dla mnie najwyższą wartością i, że wszystko, co robię - robię dla nich. To wystarczy, by wybaczyć moim bohaterom. Dlatego, gdy ginę jako Don Giovanni lub gdy zostaję ukarany jako Hrabia - kobiety mi po prostu współczują.

Rozmawiała Urszula Wolak
/źródło: Gazeta Krakowska/

TŁUMACZENIE / TRANSLATION

Interview with Mariusz April, the New York Metropolitan Opera soloist, who in "The Marriage of Figaro" at the Cracow Opera will perform the role of Count Almaviva. Premiere of the work will take place on friday.

Once again you play in Krakow. Krakow Opera still don’t bore you?
Of course not, and it is a very simple reason. Krakow is my city. I was born and grew up here. This is my home, so I like to come back there and work.

Complex batch of Count Almaviva gives you ample opportunities to show him as a man of flesh and blood. The hero of extreme emotions and tear it will do anything to drag Susanna to the bed. But I must ask such by human way: does Count even love her?
Absolutely not. I think the Count de facto doesn’t love anyone. He doesn’t  love his wife too, as evidenced by the huge amount of girls, with whom he meets "on the side." Susan is merely a pretext, utilized by the Count to a fight that he goes with his servant - Figaro.

So we’ll be witnesses a typically male duel?
Yes. It is a struggle for dominance between master and servant. Because Count really do not think about it, to win the affection of Susanna, which in turn wants to marry Figaro. He only wants it, so to speak, included. So there is no place to love in their relationship. Therefore, the Count comes so easily in the final opera, dispense with Susan. Just as easily as saying the word "sorry", which he will refer to his wife. Count knows very well that tomorrow or the day after tomorrow he will resume their conquests.

Do you think that with such an attitude to life, the Count would find himself in our world?
Of course. He would be a great boss in a company, where he abuse authority over his subordinates. Not only for himself, but also to his partner, to which he would look like on his own. This is a very simple mechanism of interpersonal relationships, which is reflected perfectly in "The Marriage of Figaro". However, many artists can’t properly explained that. They approach to the problem too ambition. I chose a different path. I tried to show the Count’s jealousy, in a very intense way, but also on the simple primitive. That's what keeps a man to whom the refuses. It asks the question: "How is it? I do not get this woman? '. I immediately replied: "Of course I'll get it." I do everything to make it happen.

The Count and Figaro come from different societies. Does it matter when both are struggling for dominance?
No. Then the class distinctions are blurred. We see only two guys who like cocks fight fiercely with each other. Also raises a lot of emotion in "The Marriage of Figaro" problem of the treatment of women. I think it could cause a wave of indignation among Krakow music lover ... This can happen. But in "The Marriage of Figaro", women are still, unfortunately, to their own fault. The Countess is still weary and tired of life. She is not doing anything but playing the guitar and dressing up. She is dull and colorless, so she is not an attractive partner for the Count, who loves challenges. It is no wonder then, that the character decides to get younger Susanna. She, in turn, is busy serving the Figaro and her lady, and she has nothing interesting to say. These two women are standing in the shadow of men so that the conflict is reached in the work to the fore. "The Marriage of Figaro" opera is so sexist and male. Designed for men and about men. Opera was written by two men, who concluded in the work their own outlook on life and interpersonal relationships.

Not the first time you perform batch of ruthless seducer. But I bet that in this case, you will win - as a soloist - the hearts of female music lover. How do you do that?
I think I have a special gift. When I play a lots of villains on the stage, I completely don’t think about to gain sympathy of the audience. I isolate from what I do, but not in an emotional sense. My head works in the cold, but my heart is always hot. I also never deceive listeners and viewers. The characters that I create on stage, are saturated with my truth, and every word which I speak, comes from the depths of my heart. Even if I play villains, women feel, that they are for me the highest value and that everything I do - I do it for them. It's enough to forgive my heroes. Therefore, when I’m dying as Don Giovanni, or when I’m punishing as Count - women just pity to me.

Interviewed by Ursula Wolak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz