środa, 17 października 2012

Nowe wiadomości z frontu!

Nowe zdjęcia z sesji nagraniowej do nowego albumu Piotra Beczały - "Verdi Album".

"It was a busy day, but I hope that the results of our work will satisfy you :-)"

"Our hole team : Mariusz, Gabrysia, Piotr, Kasia, Lech, Lukasz."

Wywiad z Mariuszem Kwietniem /OperaPlus/


When and where are you happy? On stage? Or during moments, which are not related with your professional career? 
Happy is a big word. On stage I’m working, so I’m happy as an artist if it’s a good work. But only in my real life, outside of the opera theatre I can be happy as a person.This real happy moments are rare, but very precious.

You are enjoing your roles and characters (Malatesto for example) as auditorium can see. Together with you and around you must be lot of fun, isn’t it? 
It is fun to do comic roles, but I love the romantic characters. Tchaikovsky’s Onegin, Rodrigo in Don Carlo, or King Roger by Szymanowski are a great example.I was singing a lot of Don Giovanni’s and bel canto roles including Malatesta and I will continue doing it, but now it is also the right time for more serious characters.

How important for you are things like success, glory, celebrity? Are these things for you something without your life is not fulfilled? 
When I was younger I thought it is important to be a celebrity, but now I know it means nothing. Singing opera is not like singing a rock music. We have a certain audience who recognizes us for that who we are, for our great voices, big talents and hard work. Being the celebrity not always means to be recognized for the same reasons.

Are you working a lot these days? How many performances you have during regular month and how many casting and other offers you must decline? 
I sing about 50 performances a year. It is not to much and not to little. I keep some time for my vacation and for time at home with my beloved people. I have a good time in my career and now I have to say very often NO to many different propositions from the theaters around the world. The reason is my overbooked calendar. I’m signing now contracts for the season 2017 / 18 and almost every season before is completely booked.

Which roles from your repertoir are fit for you the most? 
Until now it was Don Giovanni and Eugene Onegin. Now I move to a little bit bigger repertoire and King Roger and Rodrigo from Don Carlo sims to be just right. The Count from Marriage of Figaro, Riccardo from I Puritani and Malatesta from Don Pasquale will stay with me for a long time I hope.

 Do you have any dreams (related to roles), for which your voice is not ready yet? 
Sure. I the future I would like to sing Verdi’s Simone Boccanegra and Jago from Otello. And later I must sing at least ones Scarpia from Tosca.

Tell us something about your regular day. How much time you must spend to keep your voice and your vocal technique improvement? How much daily time you spend upon the study of the new roles… 
I try not to sing if I don’t need to. If I have rehearsals during the day, that is the time for me to sing, not at home. My technique improves during the rehearsals and performances when I must deal with problems and unexpected situations. When I study a new role it takes usually 1, or 2 months and I spend learning about 2 hours every day.

Are you ready to be open – regarding your professionalism ? If yes tell us about your professional handicaps, about things which by you are not go best, please? 
Singing opera is like swimming, cooking, driving, or having sex. You do it every day, or very often, but not always without any problems. Sometimes you drive great and sometimes you have an accident. One day you cook well and another day not so good and having sex is also not always being Don Juan. The same with singing, so there are days when I could give many examples for having problems of being an opera star and the other days are just great and I could only say its easy to be in that business.

You are – figuratively speaking Flying Dutchman – (you are still on track).  Are you satisfied in your private life? 
My private life is the only life which matters and I’m happy having mine. Opera is only my job – an adventure and pleasure.

And some of your wishes, if you will chance to meet magician, who fulfill all your wishes… 
I have to many wishes and there is no magician who could fulfill all. I can not choose which one is the most important, so that’s why I say none.

Thank you very much for interview.

/źródło: Operaplus.cz/

poniedziałek, 15 października 2012

Kwiecień, Beczała, Borowicz i ... Verdi

Powtórzę się: Facebook tu cudowne miejsce. Tylu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, tyle zdjęć zobaczyć.


"Today last part of my Verdi Album!We will sing duo Don Carlos- Posa... with Mariusz Kwiecien and Lukasz Borowicz!The last preparation...and fun!"
Kolejny powód dla którego warto będzie kupić kolejną płytę Pana Piotra ;)

sobota, 6 października 2012

Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem - podsumowanie

Wysłuchaliśmy czterech oper i czterech rozmów. Wszystko dostępne jest na MixCloud.

Rozmowy z Mariuszem Kwietniem oraz nagrania oper były prezentowane w kolejne niedziele września:  9, 16, 23 i 30 września po 21:00 w cyklu Operowa Niedziela.

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na MixCloud - na pewno pojawią się tam jeszcze inne Operowe Niedziele oraz wywiadu, które uda mi się nagrać - nie tylko z Mariuszem Kwietniem.


poniedziałek, 1 października 2012

Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem - "Don Giovanni" Wolfgang Amadeusz Mozart

Wolfgang Amadeusz Mozart: "Don Giovanni"
 William Shimell,
Samuel Ramey,
Cheryl Studer,
Carol Vaness,
Natale de Carolis,
Jan-Hendrik Rootering,
Frank Lopardo,
Susanne Mentzer,

Riccardo Muti,
Wiener Philharmoniker

Mariusz Kwiecień mówi o "Don Giovannim": klik!
Nagranie opery: klik!

poniedziałek, 24 września 2012

"Napój Miłosny" - pierwsze wideo!


Na oficjalnym profilu facebookowym The Metropolitan Opera pojawiły się dwa klipy z "Napoju Miłosnego". Pierwszy jest do duet Adiny i Nemorino, a drugi trio - Netrebko, Polenzani i Kwiecień. Poniżej link do filmiku, trzeba być zarejestrowanym na Facebook'u.



Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem - "Kniaź Igor" Aleksander Borodin

Aleksander Borodin: "Kniaź Igor"


Valery Gergiev, Bulat Minjelkiev, Mikhail Kit, Nikolai Gassiev, Alexander Glazunov, St. Petersburhg Kirov Chorus and Orchestra, Nikolai Rimsky-Korsakov, Yuri Faliek, Olga Borodina, Galina Gorchakova 

Mariusz Kwiecień opowiada o operze "Kniaź Igor": klik!
Nagranie opery: klik!

poniedziałek, 17 września 2012

Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem - "Halka" Stanisław Moniuszko

Stanisław Moniuszko: "Halka"
Halka - Barbara Zagórzanka (sopran)
Jontek - Wiesław Ochman (tenor)
Stolnik - Jerzy Ostapiuk (bas)
Zofia - Ryszarda Racewicz (mezzosopran)
Janusz - Andrzej Hiolski (baryton)
Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego
Robert Satanowski - dyrygent

Mariusz Kwiecień mówi o "Halce: klik!
Nagranie opery: klik!

sobota, 15 września 2012

"Napój miłosny" z Mariuszem Kwietniem już niedługo w The Metropolitan Opera

Na profilu The Metropolitan Opera pojawiły się zdjęcia z próby generalnej do zbliżającej się premiery - "Napoju miłosnego".

Szczerze powiedziawszy, mało zdjęć z naszym ulubionym barytonem ;P Mam nadzieję, że po premierze pojawią się i zdjęcia, i dobre recenzje dla Pana Mariusza :)
 

Zdjęcie zrobione w czasie przerwy podczas próby generalnej

poniedziałek, 10 września 2012

Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem - "Eugeniusz Oniegin" Piotr Czajkowski

Piotr Iljicz Czajkowski: "Eugeniusz Oniegin"

Patricia Bardon, Nicolai Gedda, Kiri Te Kanawa, Richard van Allan, Neil Rosenshein, Thomas Hampson, John Connell, Elizabeth Bainbridge, Welsh National Opera Orchestra, Linda Finnie, Welsh National Opera Chorus, Konstantin Shilovsky, Charles Mackerras

Będzie mała przerwa w nagraniu opery, ponieważ miałam problemy z łączem - nagrywanie zostało przerwane. 
It will be a small break in the recording of the opera, because I had problems with the link - the recording was interrupted.

Opera w języku angielskim, więcej informacji o niej (more information about opera): tutaj!

Kilka komentarzy Mariusza Kwietnia, a potem nagranie opery. Trzy dość krótkie rozmowy, jedna zakończona nagraniem arii "Vy mnie pisali..."
Mariusz Kwiecień's few comments and recording of the opera.

Mariusz Kwiecień mówi o "Eugeniuszu Onieginie": klik!
Nagranie opery: klik!

niedziela, 9 września 2012

Słowiańscy bohaterowie… i nie tylko, czyli Operowa Niedziela z Mariuszem Kwietniem


"Mariusz Kwiecień, wspaniały baryton, gwiazda Metropolitan Opera w Nowym Jorku, tylko w RMF Classic opowie o pięciu wybranych operach, a potem przedstawi je w swoich ulubionych wykonaniach. Będą anegdotki z niezapomnianych spektakli, wspomnienia i opowieści o muzycznych idolach artysty.

Zapraszamy w niedzielę, od godziny 21:00."

Strona: klik!

środa, 29 sierpnia 2012

"Gergiev Conducts Brahms" znowu w Empik.com!

Gratka dla wszystkich którzy nie widzieli, nie słyszeli i nie mają: w sprzedaży w Empik.com znowu pojawiło się DVD "Gergiev Conducts Brahms" z Mariuszem Kwietniem i Solveig Kringelborn jako solistami.

Link do płyty: klik!

Tylko mi wszystkiego nie wykupcie, bo będę zła :P
 

wtorek, 7 sierpnia 2012

Slavný pěvec Kwiecien chce ve Stavovském zpívat Dona Giovanniho - Kwiecień, the famous opera singer, wants to sing "Don Giovanni" in The State Theatre - Kwiecień, sławny śpiewak operowy, chce zaśpiewać "Don Giovanniego" w Teatrze Stanowym /Lidovky.cz/

Foto: ČTK

PRAHA - Světově uznávaný polský barytonista Mariusz Kwiecien, v současnosti jeden z nejlepších interpretů Mozartova Dona Giovanniho, by si rád tuto roli zazpíval v Praze. Jedná o tom s vedením pražského Národního divadla (ND). Řekl to na tiskové konferenci v Praze. V roli Dona Giovanniho se Kwiecien proslavil v newyorské Metropolitní opeře (MET) i dalších prestižních operních domech.

Nová inscenace jednoaktové opery Wolfganga Amadea Mozarta by se ve Stavovském divadle měla uskutečnit zřejmě v příští sezoně, pokud se pěvec s ND dohodne, měl by se nejméně v jednom představení objevit.

Don Giovanni jako přídavek
Poprvé se v české metropoli Kwiecien představí ale již tento čtvrtek ve
Smetanově síni Obecního domu. Symfonický orchestr hl. města Prahy FOK bude řídit jeho krajan Lukasz Borowicz. Zazní ukázky z italského a ruského repertoáru, v němž se pěvec podle svých slov cítí nejlépe. Jednu z árií z Dona Giovanniho pak přednese jako přídavek, prozradil novinářům.

S šéfem opery Jiřím Heřmanem se Kwiecien kvůli svému hostování sejde tento pátek. O spolupráci na Donu Giovannim se prý manažeři Kwieciena snažili již dříve. "Je lepší, když se ale mohu domluvit osobně. Není to jen o datech. Manažeři myslí na peníze, ale já bych tomu chtěl dát víc srdce. V Praze jsem poprvé a už jsem si ji zamiloval. Tento sen bych si chtěl uskutečnit, nicméně uvidíme," řekl novinářům. Osmatřicetiletý Kwiecien si také v pátek plánuje prohlédnout Stavovské divadlo. Z české metropole odletí až v sobotu.

Roli Dona Giovanniho zpíval například ve Vídeňské státní opeře a v operních domech v Bilbau, Houstonu, Santa Fe či Seattlu. Jak tvrdí, pokaždé si ji na pódiu užívá, sedí mu prý ideálně po hudební i výrazové stránce. Sám se ale za Dona Juana nepokládá.

Čtvrteční koncert zahájí áriemi z Rossiniho opery Lazebník sevilský, z
Belliniho Puritánů a Donizettiho Favoritky, zaznít by měla ale i ukázka z
role hraběte z Mozartovy Figarovy svatby. Druhá část večera nabídne mimo jiné skladby od Musorgského, Rachmaninova i známou árii z Čajkovského Oněgina Vy mnie pisali...

Mé srdce je v Krakově, říká
Rodák z Krakova byl po svých polských studiích ve 24 letech přijat do
prestižního Lindemannova programu pro mladé umělce v MET. Zanedlouho zde přišly velké barytonové role - Marcella z Bohémy, Silvia z Komediantů, Enrika v Lucii z Lammermooru nebo Escamilla v Carmen. Přibyla i další zahraniční hostování například v San Francisku, Los Angeles, Pařížské opeře, milánské La Scale nebo na festivalu v Glyndebourne. Ačkoli je Kwiecien často na cestách, rád se vrací do svého milovaného Krakova. V současnosti žije v New Yorku, kde je "doma jen kvůli práci a penězům". "Skutečný domov a mé srdce je v Krakově," tvrdí.

/Źródło: Lidovky.cz/

TŁUMACZENIE

PRAGA - światowej sławy polski baryton Mariusz Kwiecień, uznawany obecnie za jednego z najlepszych Don Giovannich, chciałbym zaśpiewać tę rolę w Pradze. Wszystko zależy jednak od kierownictwa Teatru Narodowego w Pradze, powiedział Kwiecień na jednej z konferencji prasowych. Śpiewak jest znany z roli mozartowskiego Don Giovanniego w MET i innych prestiżowych teatrach operowych.

Nowa inscenizacja jednoaktowej opery Wolfganga Amadeusza Mozarta miałaby pojawić się w Teatrze Stanowym już w przyszłym sezonie. Jeżeli Kwiecień porozumie się z Teatrem Narodowym, pojawiłby się w co najmniej jednym przedstawieniu.

Don Giovanni jako dodatek
Po raz pierwszy w stolicy Czech Kwiecień zaprezentuje się już w ten czwartek, w Miejskim Domu Kultury im. Bedřicha Smetany. Praską Orkiestrę Symfoniczną poprowadzi jego rodak, Łukasz Borowicz. Śpiewak zaprezentuje włoskie i rosyjskie arie, w których - jak mówi Kwiecień - czuje się najlepiej. Jedna z arii z "Don Giovanniego" zostanie zaprezentowana dodatkowo, powiedział dziennikarzom.

W piątek Mariusz Kwiecień spotka się z dyrektorem opery, Jiřím Heřmanem. Śpiewak chciał już wcześniej porozmawiać o "Don Giovannim". "Jest lepiej, osobiście zgadzam się. I nie chodzi tu tylko o dane. Menadżerowie myślą o pieniądzach, ale ja chciałbym w to włożyć więcej serca. W Pradze jestem pierwszy raz i bardzo mi się podoba. Chciałbym urzeczywistnić to marzenie, ale wszystko się okaże" powiedział dziennikarzom. 38-letni Kwiecień planuje zobaczyć Teatr Stanowy w piątek. Ze Prago odleci w sobotę.

Mariusz Kwiecień rolę Don Giovanniego śpiewał m.in. w wiedeńskiej Operze Narodowej, w Bilbao, Houston, Santa Fe i Seattle. Jak mówi, za każdym razem kiedy pojawia się jako Don Giovanni na scenie, musi pasować idealnie do muzyki i scenografii. On sam nie traktuje siebie jako Don Juana.

Czwartkowy koncert rozpoczną arię z "Cyrulika Sewilskiego" Rossiniego, "Purytanów" Belliniego oraz "Faworyty" Donizettiego. Śpiewak zaprezentuje również Hrabiego z "Wesela Figara" Mozarta. Druga część koncertu wypełniona będzie pieśniami Musorgskiego, Rachmaninowa, zaprezentowana zostanie również słynna aria z "Eugeniusza Oniegina" Czajkowskiego - "Vy mnie pisali...".

Moje serce pozostało w Krakowie.
Pochodzący z Krakowa śpiewa, w wieku 24 lat - po studiach - został zaproszony do Lindemann Young Artist Development Program przy Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Wkrótce zaprezentował się w wielkich barytonowych rolach - Marcella z "Cyganerii", Silvia z "Pajaców", Enrica w "Łucja z Lammermoor" oraz Escamilla w "Carmen". Śpiewał w San Francisco, Los Angeles, Operze Paryskiej, włoskiej La Scali oraz na Festiwalu w Glyndebourne. Chociaż ciągle podróżuje, zawsze wraca do ukochanego Krakowa. Obecnie mieszka w Nowym Jorku gdzie gdzie ma "dom tylko dla pracy i pieniędzy". "Prawdziwy dom i moje serce jest w Krakowie," mówi.

TRANSLATION

PRAGUE -Mariusz Kwiecien, the world famous Polish baritone, now recognized as one of the best Don Giovanni, want to sing this role in Prague. Everything depends on the leadership of the National Theatre in Prague, said Kwiecień on the press conference. The singer is known for his portrayal of Mozart's Don Giovanni at the Met and other prestigious opera houses.

The new staging of one-act opera by Wolfgang Amadeus Mozart, would appear in a State Theater in next season. If April agreement with the National Theatre, there would be in at least one show.

Don Giovanni as a supplement
For the first time Kwiecień will present in the Czech capital on this Thursday, at the Bedřich Smetana's Municipal House of Culture. Prague Symphony Orchestra will led by his compatriot, Lukasz Borowicz. The singer will present the Italian and Russian arias, in which - as he says - feels the best. One of the aria from "Don Giovanni" will be presented in addition.

On Friday, Mariusz Kwiecien will meet with the director of the Opera, Jiří Herman. The singer had already wanted to talk about "Don Giovanni". "It is better, personally I agree. And it's not just about data. Managers think about money, but I would like put in it more heart. I'm the first time in Prague and I really like that city. I want realize this dream, but everything will turn out" he told reporters. 38-year-old Kwiecień is planning to see the State Theatre on Friday. From Prague he want fly on Saturday.

Mariusz Kwiecien sang the role of Don Giovanni, among others at the Vienna State Opera, in Bilbao, Houston, Santa Fe and Seattle. He says, whenever he is as Don Giovanni on stage, it must fit perfectly to the music and scenery. He doesn't treat himself as Don Juan.

Thursday's concert will begin an aria from "Barber of Seville" by Rossini, Bellini's "Puritans" and "Favourite" by Donizetti. The singer will also present the Count of "The Marriage of Figaro" by Mozart. The second part of the concert will be filled with songs of Mussorgsky, Rachmaninov, also shows off famous aria from "Eugene Onegin" by Tchaikovsky - "Vy mnie pisali...".

My heart remained in Krakow.
Opera singer from the Krakow, at the age of 24 years - after studies - was invited to the Lindemann Young Artist Development Program at the Metropolitan Opera in New York. Soon, he presented himself in the great baritone roles - Marcello from "La Boheme", Silvio from "Pagliacci," Enrico in "Lucia di Lammermoor" and Escamillo in "Carmen". He sang in San Francisco, Los Angeles, Paris Opera, La Scala and the Glyndebourne Festival. Although he still traveling, he always returns to his beloved Krakow. He currently lives in New York, where he has "home only for work and money." "A real home and my heart is in Krakow," he says.

wtorek, 31 lipca 2012

"Król Roger" w Santa Fe - recenzje, zdjęcia, nagrania

Recenzje:
- Anthony Tommasini: "Caught Between Desire And Duty"
- Gregory Sullivan Isaacs: "Roger That"
- Anna Gromnicka: "Król Roger Szymanowskiego w Santa Fe Opera"
- Jacek Marczyński: "Show Mariusza Kwietnia"
- Lawrence A. Johnson: "Szymanowski’s elusive “King Roger” receives thoughtful advocacy in Santa Fe"
-
William Burden: "Mariusz Kwiecien in Reverential, Resplendent “King Roger” – Santa Fe Opera – August 3, 2012"
- : "Santa Fe Opera - 'King Roger'"
- Philip Kennicott: "‘King Roger’ and Karol Szymanowski get a new, accepting production in Santa Fe"



Nagrania:
Miłą niespodzianką było znalezienie na youtubowym profilu Santa Fe Opera pięciu klipów wideo z "Króla Rogera". Dla fanów prawdziwa uczta. Moim skromnym zdaniem, świetnie spisał się William Burden, nie tylko chodzi mi tu o rolę Pasterza jako taką, ale za bardzo dobrą wymowę języka polskiego. A Erin Morley jako Roksana mnie oczarowała - prawdziwa królowa!
Mogłabym również wspomnieć o tym, że Mariusz Kwiecień w tych klipach pokazał się jako świetny aktor i genialny śpiewak, ale to chyba wiadomo ;)

Wideo nr 5

Audycje radiowe:
KUNM: "The Santa Fe Opera: King Roger"

Zdjęcia: 
/tutaj będzie link jak go stworzę ;)/

niedziela, 29 lipca 2012

Opera to dla mnie prawdziwe emocje - Opera means real emotions /Trubadur/


– “Trubadur”: Czy gdyby po zakończeniu studiów nie wyjechał Pan za granicę, moglibyśmy się dzisiaj spotkać i rozmawiać o Pana sukcesach? Czy miałby już Pan poza sobą debiuty w Met i La Scali? Jak mogłaby wyglądać Pana kariera?
Mariusz Kwiecień: Rozumiem, co ma pan na myśli. Wydaje mi się, że startując w Polsce trudniej jest zrobić tzw. karierę, trudniej o dobre kontrakty, a i w polskich teatrach łatwiej jest śpiewać, gdy przyjeżdża się z zagranicy, gdy ma się na swoim koncie występy w renomowanych teatrach świata. Nie chciałbym tutaj gdybać na temat mojej drogi zawodowej, gdybym związał się na stałe z którąś z polskich oper, natomiast muszę przyznać, że miałem po prostu dużo szczęścia. I szczęście to zaczęło się już w czasie studiów. Zacząłem uczyć się śpiewu w Krakowie. Z moją nauczycielką, prof. Heleną Szubert-Słysz, łączyły mnie bardzo dobre stosunki towarzyskie, było bardzo miło, miałem najwyższe noty, ciągle byłem chwalony, byłem tamtejszym pupilkiem. Ale ciągle śpiewałem nienajlepiej. Jestem generalnie człowiekiem wrażliwym i miękkim, ale także stanowczym. Potrzebowałem też, żeby ktoś w sposób stanowczy pokierował moim kształceniem, tego mi w Krakowie brakowało. Usłyszałem wtedy, jak śpiewa bas Daniel Borowski, chciałem tego samego! Doradził mi on, żebym przeniósł się do Warszawy, do profesora Włodzimierza Zalewskiego. Konfrontacja z rzeczywistością nie była zbyt miła, okazało się, że ja raczej grucham pod nosem, niż śpiewam. Pamiętam, jak na początku nowy nauczyciel ciągle mi powtarzał, żebym przestał śpiewać jak Jasiek za gąskami, żebym podparł dźwięk, żebym zaczął śpiewać tak, jak w operze trzeba śpiewać.

– Czy po ukończeniu Akademii w Warszawie czuł się Pan już ukształtowanym śpiewakiem?

– Oczywiście nie! Po ukończeniu studiów trzeba przejść drugą, ważniejszą szkołę – na scenie. Warto występować w wielu nawet mniejszych rolach, żeby nauczyć się, jak głos brzmi na scenie, jak go trzeba impostować, gdzie trzeba śpiewać legato, gdzie można sobie trochę “popuścić”, oszczędzić głos.

– Potem był konkurs Belvedere i Pana wyjazd do USA, do Met.
– To było trochę jak bajka, wszystko wydawało mi się takie nierealne. Oczywiście, od razu pojawiły się myśli, że oto jadę do Stanów, będę robił karierę, podbiję świat. Po tym konkursie dostałem propozycję występów w Potajemnym małżeństwie Cimarosy w wiedeńskiej Kammeroper, wtedy usłyszał mnie agent z Columbia Artists Management. Stwierdził on, że powinienem zaśpiewać przesłuchanie do studia operowego przy Met; pojechałem, zaśpiewałem, zostałem przyjęty. Wydaje mi się, że gdyby nie ten wyjazd do Met, miałbym może jakąś posadkę w którymś z polskim teatrów, może byłbym asystentem w Akademii. Z całą pewnością moje życie potoczyłoby się inaczej.

– Czego się Pan nauczył w Met? Gdyby tam Pan nie wyjechał, śpiewałby Pan tak samo czy może gorzej?
– Szczerze mówiąc, nie wiem. Natomiast szkoła w Met nauczyła mnie kilku niezbędnych w naszym zawodzie umiejętności: respektu wobec dzieła i jego wykonawców, punktualności, solidności i swego rodzaju hartu – nawet gdy nie czuję się najlepiej wokalnie, to i tak mogę śpiewać. Bez tych umiejętności z pewnością nie byłbym na takim etapie mojej kariery jak teraz. Obawiam się też, że w Polsce takich umiejętności bym nie nabył. Jest jeszcze jeden ważny aspekt, otóż magia samej nazwy “Met” robi wrażenie, podobnie jak “La Scala”. Gdybym więc był Mariuszem Kwietniem, który śpiewa dokładnie tak samo, jak po szkole mistrzowskiej w Met, ale mieszkałbym w Polsce, na pewno większości propozycji zagranicznych występów bym nie otrzymał. Jest to smutne zjawisko, ale tak funkcjonuje współczesny świat opery.

– Jak wygląda Pana powrót do Polski po tylu świetnych występach w najbardziej liczących się teatrach operowych świata?
– Wbrew pozorom ja nie jestem w Polsce bardzo znany, niewiele informacji o moich występach i sukcesach dociera do kraju. Natomiast zostałem naprawdę bardzo ciepło przyjęty w Teatrze Wielkim w Warszawie, zarówno przez dyrekcję, jak też przez kolegów śpiewaków. Z pewnością jest mi teraz łatwiej tu śpiewać.

– Jaka jest rola agenta w karierze śpiewaka, czasem chyba gorszy artysta może dużo śpiewać, a lepszy – ale będący u gorszego agenta – może mieć problemy z dobrymi kontraktami?
– Mniejsze znaczenie ma fakt, czy jest się w dużej i znanej agencji, czy też małej. Najważniejsze, żeby agent był prężny, miał pomysły, znał możliwości śpiewaka. Ja miałem szczęście, ponieważ mój agent polubił mnie i polubił mój głos. Uznał, że istnieje możliwość zrobienia ze mnie artysty światowego i, przede wszystkim, zarobienia na mnie pieniędzy. Im więcej występuję, im większe mam honoraria za udział w spektaklach, tym większe są przecież zyski agencji. Naturalnie sam fakt, że jestem w prestiżowej agencji, w Columbii, też ma znaczenie, do pewnych agencji dyrektorzy teatrów mają po prostu większe zaufanie.

– Polskie teatry same wyszukują solistów poprzez przesłuchania, mają też całe rzesze śpiewaków etatowych. Agencje działające w Polsce zajmują się właściwie wyłącznie sprowadzaniem artystów zagranicznych. Czy zachodni system agencyjny ma szanse przyjąć się u nas?
– Musiałby się najpierw zmienić system, w jakim działają polskie opery, nie zmieni się to, dopóki teatry zatrudniają śpiewaków na etatach. Agent jest po to, żeby zapewnić swojemu podopiecznemu jak najlepsze warunki pracy, dobry hotel, jak najwyższe honorarium za rolę, itp. Skoro nasze teatry nie mają pieniędzy na solistów, to po co agent? Większość polskich oper gra kilka, góra kilkanaście spektakli w miesiącu, nie potrzebuje więc zbyt często śpiewaków z zewnątrz.

– Artyści występujący w polskich teatrach bardzo się cieszą, gdy mają etat, mają wtedy ZUS, ubezpieczenia itp. Na świecie dobrzy śpiewacy nie potrzebują etatów, Pan też zrezygnował z propozycji etatowego zatrudnienia w wiedeńskiej Staatsoper.
– Taką propozycję otrzymałem po konkursie Belvedere. Nie miałem może wówczas wielkich możliwości wokalnych, ale za to wielkie ambicje. Etat w takim teatrze oznacza po prostu angaż do ogonów. Po kilka razy dziennie próby do różnych rólek, co jakiś czas spektakl, w którym można pokazać się przez parę minut i, jeśli ma się szczęście, jakaś duża rola w jednym – dwóch przedstawieniach. Ja się nie nadaję do takiej pracy, nie daję się ujarzmić. Przez taki system śpiewania małych ról przeszedłem w Met, ale to była szkoła, te rólki traktowałem jako lekcje. No, a poza tym, to jednak ogon w Metropolitan, w najsłynniejszym teatrze świata; ogon u boku Dominga czy Pavarottiego. Myślę, że takie występy dla dwudziestokilkuletniego śpiewaka są wielkim doświadczeniem i nobilitacją.

– W Trubadurze pisaliśmy już o szkołach doskonalących młodych artystów przy La Scali i w Osimo, czy mógłby Pan opowiedzieć, jak funkcjonuje akademia przy Met?
– Ameryka to profesjonalizm! Wszystko trzeba robić na 150%, nie można odpuścić sobie żadnych zajęć, żadnych obowiązków traktować ulgowo. Trzeba być zawsze perfekcyjnie przygotowanym. Wielu młodym śpiewakom wydaje się, że jeśli mają głos, to mogą przyjść spóźnieni, nieprzygotowani itp. W Met jest to niemożliwe. Mnie się to przydarzyło raz: nie nauczyłem się partii Marulla w Rigoletcie i spóźniłem się w dodatku na próbę 15 minut, ponieważ była awaria metra. Dostałem wówczas naganę i ostrzeżenie, że następnym razem wylecę. Powiedziano mi też, że dostaję tę szansę tylko z tego powodu, że jestem studentem. Żeby dostać się do tej szkoły, trzeba przejść pomyślnie przez przesłuchanie; nauka trwa dwa lata dla obcokrajowców i trzy w przypadku Amerykanów. Każdy student ma prawo wyboru z grona kilku osób swojego opiekuna wokalnego, ja pracowałem, i zresztą pracuję do tej pory, z Billem Schumannem. Trzeba też zrezygnować ze wszystkich kontraktów w czasie nauki, przez pierwszy rok nie wolno też wiązać się z żadnym agentem. Zajęcia odbywają się z wielkimi śpiewakami, jak Scotto, Milnes, Soviero, Horne, Sutherland; ćwiczyliśmy też różne zachowania aktorskie i sceniczne.

– Czym różniły się zajęcia w Met od ćwiczeń w Akademii w Warszawie?
– Jak już mówiłem, jest to przede wszystkim zupełnie inny system pracy. Trzeba być zawsze przygotowanym i robić maksimum w jak najkrótszym czasie. W Warszawie natomiast robi się niewiele, chodzi o to, żeby przetrwać od egzaminu do egzaminu. Może się na to pozwala dlatego, że młodych śpiewaków traktuje się jak zwykłych uczniów w zwykłej szkole. Jednym słowem, tam się pracuje, a tu się nie pracuje. Podobnie w teatrach zachodnich panuje większa dyscyplina niż w Polsce, jeżeli przerwa ma trwać piętnaście minut, to nie trwa siedemnaście. Wszyscy są mili i sympatyczni, ale w czasie prób nie ma miejsca dla żartów, pogawędek, rozluźnienia.

– Jaką rolę w karierze młodego śpiewaka odgrywają konkursy? Jedni twierdzą, że jest to świetny sposób, żeby się pokazać, zdobyć kontrakt, kontakty. Inni śpiewacy z kolei opowiadają, że konkursy niczemu nie służą, tak naprawdę liczy się dobry agent i łut szczęścia.
– Nienawidzę konkursów i jestem ich gorącym przeciwnikiem. Trudno znaleźć konkurs, w którym wygrała ta osoba, która najbardziej na zwycięstwo zasłużyła. Dochodzi na nich do układów, wręcz fałszerstw, często wygrywają “swoi”. Zapewniam, że ta ostra ocena nie wynika z faktu, że ja nigdy żadnego liczącego się konkursu nie wygrałem, a zawsze otrzymywałem wyróżnienia i nagrody specjalne. Z pewnością konkurs Belvedere pomógł mi w karierze, ale generalnie takie zawody to przeważnie niepotrzebna masa nerwów. Poza tym jest sporo śpiewaków, którzy doskonale wypadają na konkursach, ale zupełnie nie potrafią odnaleźć się na scenie. Konkursy zbyt często są zwykłą loterią. Wszystko co osiągnąłem, zawdzięczam swoim występom na scenie. Dla mnie opera to jest live, życie, prawdziwe emocje, tego nie jestem w stanie pokazać stojąc w smokingu przed jury.

– Czyli te niewielkie role w Met ułatwiły Panu występy w innych miastach Ameryki, Europy i Japonii?
– Tak. Po moim debiucie w Met w niewielkiej roli w Katii Kabanowej zostałem zaproszony na przesłuchanie do Lyric Opera w Chicago i otrzymałem rolę Sylvia w Pajacach.

– Na scenie zadebiutował Pan jednak jeszcze w Polsce.
– To był właściwie przypadek, rolę Figara w operze Mozarta zaproponowano pewnemu śpiewakowi, który nie mógł wystąpić i wskazał mnie. Dyrektor Pietras zaprosił mnie do Poznania, zaśpiewałem przesłuchanie i spodobałem się. To było moje wejście do opery, bardzo miłe, miękkie i życzliwe; bardzo ciepło wspominam tamten okres. Potem dostałem propozycję od Bogusława Kaczyńskiego, który słyszał mnie w Akademii, partię Papagena śpiewałem w Romie ponad 30 razy.

– Czy w tej chwili ma Pan luksus wybierania roli z wielu propozycji?
– Na szczęście tak. Mój agent dostaje dla mnie różne propozycje na ten sam termin; załóżmy że jest to Markiz Posa w Berlinie, Hrabia w La Scali i Don Pasquale w Detroit. Nie wybieram Hrabiego, bo się jeszcze boję śpiewać we Włoszech pod dyrekcją Mutiego tę rolę, nie wybieram występów w Don Carlosie, bo wydaje mi się, że jestem jeszcze na tę rolę za młody, natomiast wybieram propozycję udziału w Don Pasquale. Mój agent wie, że nie chcę śpiewać Cyrulika, Walentego, nie przyjąłem też partii Makbeta. W tych wyborach, i to zarówno jeśli idzie o rolę, jak też teatr, który mnie zaprasza, bardzo pomocny jest mój agent.

– Jakie partie teraz najchętniej Pan śpiewa?
– Wszystkie odpowiednie dla mego głosu role mozartowskie, Donizettiego, bardzo lubię Oniegina, Marcella w Cyganerii. Tę ostatnią rolę śpiewam w przyszłym sezonie w Met, San Francisco, Japonii.

– Rozumiem, że nie przyjmuje Pan jeszcze wielu ról, ponieważ czeka Pan, aż głos dojrzeje.
– Zawsze marzyłem, żeby być śpiewakiem verdiowskim, mam nadzieję, że przyjdzie na to czas. Może jeszcze 5-7 lat... I nie mam na myśli wyłącznie dojrzałości fizycznej głosu i ciała, lecz dojrzałość emocji i środków wyrazu, aby jak najpełniej wyrazić postać za pomocą jak najmniejszego wysiłku emocjonalnego i fizycznego.

– Niedawno śpiewał Pan Eugeniusza Oniegina w Grazu, jaki będzie Pana warszawski Oniegin?
– Nie chciałbym, aby to był bohater niezgodny ze mną. Ufam Trelińskiemu, który zobaczył mnie i powiedział: Ty będziesz dobrym Onieginem. Ten Oniegin będzie pełen dumy, pogardy, pychy, kompleksów, niby twardy, ale jednak słaby. W malarstwie każdy kolor, każda barwa jest wypadkową kilku innych kolorów, tak samo każda osobowość jest wypadkową kilku różnych zachowań, osobistych emocji. Staram się odkryć to, co odkrył reżyser. Treliński wie, czego chce, oczywiście też szuka, ale ma określoną postać – ta postać istnieje – dopiero potem “buduje”, wraz z artystą, oczy, nos, usta... Odnajdujemy razem to coś, co gdzieś w głębi mam w sobie, a co odpowiada oczekiwaniom reżysera.

– Czy reżyseria wpływa na sposób Pana kreacji wokalnej?
– Różne koncepcje reżyserskie nie powinny mieć wpływu na jakość wokalną. Dzięki mojemu agentowi mam wielki komfort – agent powiedział mi, że jeżeli nie będzie mi odpowiadać koncepcja, nie będę się czuł dobrze w jakiejś produkcji, mam prawo zerwać kontrakt. Najważniejsze jest to, aby mi się dobrze i twórczo pracowało. Do tej pory jeszcze nie zerwałem kontraktu – jestem młody, chcę się uczyć. Jeżeli widzę, że wzajemnie z reżyserem i innymi solistami się inspirujemy, pomagamy sobie, coś wspólnie tworzymy, jestem szczęśliwy. Tworzy się wtedy taki dynamit, który powinien wybuchnąć na premierze – oczywiście nie zawsze na premierze on wybucha...

– Jak traktuje Pan recenzje? Czy krytyka pomaga w doskonaleniu się?
– Coraz mniej przejmuję się recenzjami, coraz mniej zaczynają mnie boleć i dotykać. Pamiętam, że bardzo ciężko pracowałem w Glyndebourne, uważam, że zrobiłem tam wszystko tak, jak najlepiej potrafiłem. Dostałem różne recenzje – i bardzo dobre, i trochę słabsze, nie było jednak ocen jednoznacznie negatywnych. Jednak te słabsze bardzo mnie zabolały. Od dłuższego jednak czasu nie pamiętam złej recenzji ze swojego występu. Generalnie recenzje są bardzo różne. Często piszą je ludzie, którzy się znają, ale czasami i tacy, którzy są nafaszerowani tzw. nagraniami, w ich mniemaniu, wzorcowymi i wszystko do nich porównują. Prawdziwa opera to coś zupełnie innego, nawet ci najwięksi fenomenalni śpiewacy z lat 50., jak Tebaldi, Corelli, Bastianini, mieli swoje fenomenalne błędy, bez których ich występy byłyby martwe. Tak jak martwa jest większość kompaktów z muzyką operową, które wychodzą w tej chwili. Generalnie bardzo rzadko słucham oper nagranych w ostatnich 10 latach. Krytycy nasłuchają się perfekcyjnych wykonań, niekoniecznie perfekcyjnych głosów, wszystko równo, prosto. Opera poszła w kierunku zbyt dużego i źle rozumianego profesjonalizmu – wszystko jest tak rytmiczne, punktualne, fenomenalnie zgrane – wszystko jest aż za profesjonalne i w pewnym momencie gdzieś ginie prawdziwa sztuka. Gdy w galerii oglądamy z daleka obraz, widzimy piękny akt, krajobraz, ale gdy patrzymy z bliska, widzimy ślady pędzla, grudkę farby – jest to w pewnym sensie niedoskonałe, ale to jest najwspanialsze i najbardziej prawdziwe, to mnie interesuje. I wydaje mi się, że jeżeli sztuka pójdzie w kierunku prawdziwej i naturalnej ekspresji, a nie tylko profesjonalnego śpiewu i perfekcyjnego odtworzenia zapisu nutowego, to i krytycy się zmienią. Według mnie do opery przychodzą ludzie, którzy w większości nie znają nut, nie oczekują więc tego perfekcjonizmu wykonania, a właśnie emocji, prawdy, życia. Są artyści, którzy nagrywają po 20 płyt rocznie, ale nic w tym nie ma, poza fantastycznym wykonaniem nut. Oczywiście, nie wszystkie gwiazdy są takie – jest np. genialny Bryn Terfel, z którym miałem okazję występować, wspaniała, fantastyczna Cecilia Bartoli (widziałem ją w Weselu Figara), Renee Fleming... A spektakle premierowe, czyli właśnie spektakle oceniane przez krytyków, są zwykle spalone nerwami.

– Jak widzi Pan swoją przyszłość? Gdzie Pan chce mieszkać na stałe? Czy myśli Pan o tym w przerwach między pracą i podróżami?
– Szczerze mówiąc – nie myślę o tym. Mieszkam w Nowym Jorku i Krakowie. Najbardziej kocham podróżować, zwiedzać i poznawać nowe miejsca, czuję się dobrze tam, gdzie jest dużo natury i przestrzeni – pustynie, morza, góry. Bardzo chcę mieć dom i swoje miejsce na ziemi.

– Jakie są Pana najbliższe plany? Gdzie Pan wystąpi, co Pan nagrywa?
– W wakacje nagrywałem w Londynie z Royal Philharmony Orchestra płytę z ariami i duetami romantycznymi (m.in. Don Carlos, Purytanie, Poławiacze pereł, Rigoletto) dla Teldeca, płyta jeszcze się nie ukazała. Generalnie nagrania nie są mi potrzebne do szczęścia, bo ja się spełniam na scenie. Po warszawskim Onieginie lecę do Japonii, gdzie z Seiji Ozawą śpiewam mojego pierwszego Don Giovanniego, potem Napój miłosny w Amsterdamie (Belcore), Pajace w Chicago (Silvio), Don Pasquale w Seattle i Detroit, Cyganeria w Metropolitan (Marcello), Hrabia w Weselu Figara w Glyndebourne i Florencji (z Zubinem Mehtą), potem Manon Lescaut w Chicago, potem Marcello i Ford w Falstaffie w Japonii. Chciałbym, żeby moja kariera przebiegała tak, jak do tej pory, i mam cichą nadzieję, że tak będzie.
– Dziękuję serdecznie za rozmowę, życzę spełnienia marzeń.

Rozmawiał Krzysztof Skwierczyński
/źródło: Trubadur/

TŁUMACZENIE/TRANSLATION

Trubadur: If you hadn’t gone abroad after finishing your studies, do you think we would be talking now about your successes? Would you be now after debuts in Met and La Scala? How would your career be like?
– Mariusz Kwiecień: I know what you mean. I have a feeling that it is very difficult to start a career in Poland. It’s not easy to make good contacts here and, besides, you are more likely to get a contract in a Polish opera house if you have already sung abroad in well-known theatres. I don’t really know what would have happened if I’d been hired by one of the opera houses here, but I must admit having a lot of luck in the past. It all started during my vocal studies in Cracow. I had very good relations with my professor, Helena Szubert-Słysz. She always praised me and gave me the highest notes, I was her favourite even though I did not sing well yet. I am a sensitive and soft man but I am also capable of taking a decisive action. I felt that a firm hand was lacking there. One day I heard the bass Daniel Borowski sing and I wanted to sing like him. He advised me to move to Warsaw and study with the Professor Włodzimierz Zalewski. For me, this was quite an unpleasant confrontation with reality. I found out that what I was doing resembled more cooing than singing. I remember my new teacher telling me to stop singing like a shepherd after his geese and try singing like people do in the opera.
Were your abilities completely developed after graduating from the Academy of Music?
Of course not! Finishing the studies means beginning a new education on the scene. It is worth performing even the smallest parts to see how the voice sounds in a theatre, where you need to sing legato and where you can save it a bit, and so on.
Then you took a part in Belvedere competition and left for Met.
– It was like a fairy tale, it all seemed so unreal. Of course I immediately had the feeling that I would make a great career in the USA and set the world on fire. After this competition I received an offer to perform in Domenico Cimarosa’s Il Matrimonio Segreto in Kammeroper in Vienna and an agent from Columbia Artists Management heard me there. He persuaded me to go for an audition to Met. I went there and got hired. I think that if I hadn’t gone to Met then, I’d probably have been given a job in one of the opera houses in Poland, or maybe I’d have become an assistant in the Academy of Music. Anyway, I’m sure my life would definitely be different now.
What did you learn in Met? If you hadn’t performed there, would you sing now as you do or worse?
– To be honest I cannot tell. But my work in Met taught me a few essential things such as respect for an operatic work and its performers, punctuality, persistence and a kind of fortitude. Now even when I don’t feel very well I can still sing. Without these qualities I wouldn’t have made such a career. And I’m afraid it’d have been impossible to gain these qualities in Poland. There is one more thing, mainly the very magic of the name ‘Met’. It makes impression on people. Thus if I were Mariusz Kwiecień who sings as I do now but lives in Poland and hadn’t performed in Met, I wouldn’t have got so many offers from foreign theatres. It’s very sad but this is how the world of opera functions.
How does it feel to come back to Poland after so many successful performances in the most famous opera houses?
– It may sound strange but I am not really well known in Poland. There is not much information about my performances and successes abroad. But I still got a really warm welcome in the National Opera in Warsaw, not only by the management but also by other singers. Thanks to it, it’s easier for me to sing here now.
What is the role of an agent in a singer’s life? Does it happen that a worse artist sings more than a better one only because he has a good agent?
In fact it doesn’t matter if your agency is big and famous or small. The most important is to have an active and creative agent who knows your abilities. I was lucky because I found an agent who likes me and my voice. He believed that it was possible to make me a famous artist and earn money on it. The more I sing and the more money I get for it, the greater is my agency’s profit. Of course, the fact that I am a client of a prestigious agency matters as well. The managers of opera houses have more trust in such agencies.
In Poland, the theaters organize auditions to find new soloists and often hire full-time singers. Thus, the agencies in Poland deal only with inviting foreign singers. Do you think it’d be possible to adopt the foreign system here?
First, we would have to reject the current Polish system. It’s impossible to change anything as long as there are singers employed permanently by opera houses. The agent is necessary for an artist to provide him with the best working conditions, good hotel, high honorarium etc. As our theatres don’t have enough money to pay guest soloists, agents are not needed. Most Polish opera houses give only a few performances a month so there isn’t much call for the singers from the outside.
Artists performing in Polish opera houses are very happy when they’re permanently employed – they have social and medical insurance then. Abroad, artists don’t need a full-time job, I know that you’ve rejected such a proposal from Wiener Staatsoper.
– I got such an offer after the Belvedere competition. Perhaps I didn’t have great vocal abilities then but I was very ambitious. Permanent employment in such a theatre means singing especially insignificant parts. A few times a day there are rehearsals for various small parts and from time to time a performance in which you appear for a few minutes. When you are lucky you may sometimes get a bigger part in one or two operas. It’s not a job for me, I can’t be tamed this way. I went through the system of singing small parts in Met but I treated this as a part of my education. Besides, even insignificant parts in the most famous opera house, where you perform together with Pavarotti or Domingo, are invaluable experience and a great distinction for a young singer.
In our magazine, Trubadur, we wrote about the vocal schools for young artists at La Scala and in Osimo. Can you tell us how the academy at Met functions?
– America means professionalism! Everything must be done in 150%, you cannot skip classes nor ignore duties. You always have to be prepared perfectly. Many young singers think that since they have good voices, they can come late and unprepared to classes. It’s impossible in Met. It happened to me only once: I didn’t learn the part of Marullo in Rigoletto and I was 15 minutes late because of the underground failure. I was issued with a reprimand and warned that the next time I’d be expelled. They informed me that I’d be given the second chance only because I was a student. To get to this academy you need to have an audition. The course lasts for two years for foreigners and three years for the Americans. Each student has a right to choose his professor; I worked with Bill Schumann who I’m still in touch with. Besides, you have to resign from all the contracts and during the first year cannot have an agent. The classes are run by such great singers as Scotto, Milnes, Soviero, Horne or Sutherland. There are also courses in acting.
What was the difference between the classes in Met and in the ones at the Warsaw Academy of Music?
– As I said, it’s a different system of education. You have to be always prepared and do things in the shortest possible time. In Warsaw, people don’t do much and only study before exams. Maybe it is because young singers are treated like ordinary students at an average school. To make it short, in Met students work hard, whereas here they don’t. Also in western opera houses there is a greater discipline than in Poland: if there is a 15 minutes’ interval, it lasts exactly 15 minutes. Everybody is nice and kind but during rehearsals jokes and relax are out of question.
What’s the importance of competitions in a young singer’s career? Some people say it’s a good way to show yourself, get a good contract, make acquaintances, while according to others, competitions are of no importance and what counts is a good agent and luck.
I hate competitions and I’m strongly against them. It’s almost impossible to give an example of a competition whose winner really deserved the award. The results of competitions are often agreed on in advance and singers win because they have good contacts with certain people. I assure you that my criticism doesn’t come from the fact that I’ve never won any important competition and got only special mentions and distinctions. The Belvedere competition helped me but I still consider competitions as unnecessary stressful situations for singers. Besides, there are many singers who are very good at competitions but have great difficulty performing on stage. Everything I’ve achieved is due to my performances on stage. For me, opera means a real life and emotions, which I cannot show standing in a tuxedo in front of a jury.
Did these small roles performed in Met result in other engagements in America, Europe or Japan?
Yes, after my Met debut in a small role in Katia Kabanova I got invited for an audition to Lyric Opera in Chicago and was offered a part of Silvio in Pagliacci.
You made your stage debut in Poland.
– It was a mere accident. The singer who was offered the role of Figaro in Mozart’s opera couldn’t perform and proposed me as a substitute. Mr Pietras, the opera house director, invited me to Poznań where I sang an audition and got engaged. It was my very first operatic performance and I liked it a lot. Then I received a proposal from Bogusław Kaczyński who had heard me sing in Academy. I performed the part of Papageno more than 30 times in Roma theatre.
Do you have a comfort of choosing roles out of many offers?
– Fortunately I do. My agent receives many different proposals for me with performances at the same date. For instance, there is Marquis Posa in Berlin, Count Almaviva in La Scala and Don Pasquale in Detroit. I reject the Count because I’m still a bit afraid of singing this part in Italy with Muti as a conductor. I don’t accept performances of Don Carlo yet because I’m too young for this part, so I choose Don Pasquale. My agent knows I don’t want to sing Il Barbiere, Valentin, I’ve also turned down the part of Macbeth. Together we make decisions which role I should sing and where.
Which roles do you consider best for you now?
– All Mozart parts which are appropriate for my voice, Donizetti, Onegin and Marcello in La Bohème. This last part I’m singing in Met, San Francisco and Japan during next season.

I understand that you don’t accept certain parts because you wait for your voice to get more mature.

I’ve always dreamed of being a Verdian singer and I hope I will when the time comes. Maybe in 5-7 years… And I don’t mean only the physical maturity of voice and body but also the maturity of emotions and means of expression, so that you can create a character using the smallest possible emotional and physical effort.

Recently you’ve sung the role of Onegin in Grazu. What is your Onegin in Warsaw going to be like?

I would like it to be in compliance with my own nature. I trust Treliński who saw me and said, You’ll be a good Onegin. This Onegin is going to be full of pride, vanity, contempt and complexes, a man who seems to be hard but is quite weak. It’s like in paintings: each colour, each shade is the result of mixing of other colours. Here also, each character is the mixture of many different features and personal feelings. I always try to find in a role what a director has discovered in it. Treliński knows what he wants. He’s also searching for more, of course, but he already has a vision of this character. It exists and what we are doing together is adding features to it. We are discovering something I have inside the director may find interesting.

Does the direction influence your vocal creation of the part?

Different conceptions of the opera shouldn’t influence the way of singing. Thanks to my agent I’m able to break a contract if a director’s conception doesn’t suit me. It’s crucial that I feel comfortable, because then I can work creatively. So far I have never broken any of my contracts – I’m young and want to use every opportunity to learn. When I see that I create something together with a director and other singers, that we all inspire one another, then I’m happy. It works like dynamite that should explode during the premiere. Unfortunately, it often does not…

What’s your attitude to reviews? Does criticism help you improve your performances?

– With time I’ve started to disregard reviews, they hurt me less and less. I remember working very hard in Glyndebourne and I think I did my best there. Some of the reviews I got were full of praise, others not that positive but none of them was definitely negative. Still some of them hurt me. For a long time now I haven’t received a bad review of my performances but reviews are various. They are often written by people who are experts in music but some of the critics have their favourite recordings and compare everything to them. The real opera is something different, even those great singers from 50s such as Tebaldi, Corelli, Bastianini had their great mistakes without which their performances would have been unreal. In fact, most of the recent opera recordings are so unreal that I hardly ever listen to them. Critics concentrate on the perfect recordings but it doesn’t mean that the voices recorded there are also perfect. Everything in opera has begun to be so professional, so rhythmic and so perfect that the real art has been lost. When we watch a paining in a gallery from a distance we see a great landscape, but when we approach it we see traces of a brush and lumps of paint, which are not perfect but that’s what I consider most interesting and beautiful. And I believe that if natural expression, and not the perfect performance of notes, becomes most important in art, the critics will change as well. I guess that most of the people who come to the opera can’t read notes so they don’t expert a perfect performance but emotions, truth, life. Certain artists record 20 CDs a year, but these recordings are just a perfect singing of notes and nothing more. Of course, not all stars are like that. There is also wonderful Bryn Terfel with whom I had a chance to perform, great Cecilia Bartoli whom I’ve seen in Le Nozze di Figaro, Renée Fleming…. And one more thing: the premiere evenings are usually spoiled by nerves. Unfortunately, these are the performances which critics write about.

How do you picture your future? Would you like to settle down somewhere? Do you think about it in your free time?

– To be honest, I haven’t thought about that. I live in New York and Cracow. I love traveling, visiting new places. I feel good when I’m close to nature – desserts, seas, mountains. I want to have my own house, my place on the earth.

What are your plans for the nearest future?

During holidays I recorded a CD with London Philharmonic Orchestra – romantic arias and duets from I Puritani, Don Carlo, Les Pechêurs de Perles, Rigoletto etc. for Teldec. The record hasn’t been published yet. To tell you the truth I don’t consider recordings as something essential for my happiness as I fulfill my ambitions on stage. After Onegin in Warsaw I’m going to Japan where I’m singing my first Don Giovanni conducted by Seiji Ozawa. Then there is L’Elisir d’Amore in Amsterdam (Belcore), Pagliacci in Chicago (Silvio), Don Pasquale in Seattle and Detroit, La Bohème in Metropolitan (Marcello), Count in Le Nozze di Figaro in Glyndebourne and Florence (with Zubin Mehta), Manon Lescaut in Chicago and, finally, Marcello again and Ford in Falstaff in Japan. I wish my career to continue the way it has developed so far. I hope it will.
Thank you very much for the conversation and I hope your dreams will come true.


Talks Krzysztof Skwierczyński
/source: Trubadur/